Wszechobecna ojkofobia

Jak zawsze celny post Witolda Smyka przywołujący teorię ojkofobii Rogera Scrutona skłonił mnie do szerszej refleksji o sytuacji polskiej kultury.

Od pewnego czasu następuje bowiem systematyczna destrukcja w tym obszarze. Wbrew pozorom to nie tylko postępujący brak zainteresowania instytucji państwowych narodową kulturą, ale trwały demontaż rodzimego dziedzictwa kulturowego.

Widzimy to w pomysłach np. Ministerstwa Edukacji, które konstruując, rzekomo nowocześniejszą, listę lektur szkolnych odrzuca tradycyjne kanony jako zacofane i nie pasujące do współczesnych czasów. Narodowe instytucje kultury, a przede wszystkim kierujące nimi autorytety odrzucają wszystko co wartościowe, promując miernotę i bylejakość.

To tylko krótki wstęp do wspomnianej na początku ojkofobii – czyli nienawiści do własnej, rodzimej kultury, tradycji i narodowej tożsamości. W zamian za to mamy bezkrytyczne uwielbienie dla obcych kultur, często bardzo odległych światopoglądowo.

Dzisiejsze zachowanie Prezydent Gdańska Aleksandry Dulkiewicz jest tego przykładem. Rocznica napaści hitlerowskich Niemiec na Polskę była dla niej pretekstem do współczucia Rosjanom cierpień podczas oblężenia Leningradu. Ale w istocie to nie empatia, ale marginalizacja heroicznego zachowania Polaków podczas obrony Westerplatte. Można to złożyć na karb wyrachowanej głupoty. Gorzej jest z systemowymi działaniami, które mają w swojej ideologii negowanie narodowej lojalności. Z takimi działaniami mamy nieustannie do czynienia w Ministerstwie Kultury, od czasu gdy kierowały nim najpierw Hanna Wróblewska, a potem Marta Cieńkowska. Tu mamy kumulację głupoty i bezkrytycznego wykonywania antypolskich poleceń.

Czemu służy ojkofobia na płaszczyźnie kulturowego dziedzictwa? To wydaje się jasne. Budowanie niechęci do własnego narodu pozbawia ludzi poczucia przynależności do narodowej wspólnoty i patriotyzmu, a co za tym idzie ułatwia antypolskim władzom sterowanie ich tożsamością przy pomocy przekonywania, że wszystko co najlepsze pochodzi spoza kraju w którym żyjemy.

Młodzież mami się wielkimi osiągnięciami oświeconej Europy, przeciwstawiając rzekomej zaściankowości Polski. Pomagają w tym usłużne media o najczęściej niemieckiej proweniencji. Szkoły uczą dzieci i młodzież, że bycie Polakiem to nic wobec bycia Europejczykiem. A co to znaczy być Europejczykiem. To bycie nikim. To bycie człowiekiem bez korzeni, bez poczucia narodowej tożsamości.

Instytucje kultury od wielu lat prowadzą działalność antypolską. Dość przypomnieć najgłośniejsze przykłady. Podczas Biennale w Wenecji w 2011 roku Polskę reprezentowała… izraelska artystka Yael Bertana. W 2024 roku reprezentantem Polski na 60 Biennale w Wenecji był… ukraiński kolektyw Open Group.

Tymczasem aplikacje polskich  Artystów są systematycznie odrzucane, choć ich, nie wspierany przez własny Kraj, indywidualny udział w tych wydarzeniach jest bardzo wysoko oceniany. Tak jest choćby z dwoma artystami plastykami o których wiem Dobiesławem Gałą i Józefem Krzysztofem Oraczewskim (ilustracja obok). Ale ich udział w prestiżowych wydarzeniach zawdzięczamy jedynie desperacji, aby własnymi siłami znaleźć się wśród opiniotwórczych gremiów i tam promować swój Kraj – Polskę. Pozostając w kręgach plastyki nie można pominąć wybitnej Artystki Ludwiki Ogorzelec, wysoko cenionej szczególnie na francuskim rynku sztuki

Ojkofobia jest wszechobecna wśród rządzących Polską członków rządu premiera Donalda Tuska. Jego antypolski światopogląd niestety przedziera się do podświadomości młodych ludzi. Pozostają tylko osamotnieni rodzice, na których barkach spoczywa wychowanie dzieci i młodzieży na świadomych swoich korzeni Polaków. A dzięki patriotycznej młodzieży Polska przetrwała.

O tym, u progu nowego roku szkolnego, chciałbym dobitnie przypomnieć.

Stwórz łatwo własną witrynę internetową z Webador