Martwa Królowa
Minęło ponad 60 lat od premiery „Martwej Królowej” Henri de Montherlanta w warszawskim Teatrze Ateneum. W rolach głównych wystąpili Aleksandra Śląska i Jacek Woszczerowicz. Dzięki rekomendacji Zofii Dybowskiej Aleksandrowicz, która mnie poleciła Januszowi Warmińskiemu, miałem szansę zagrać u boku dwojga legendarnych aktorów.
Woszczerowicz to ikona polskiego teatru XX wieku. Swoją karierę rozpoczął jeszcze przed II wojną światową, a po wojnie stworzył wiele kreacji, które trwale zapisały się w historii teatru.
Gdy na początku 1964 roku rozpoczęły się pierwsze próby do Martwej Królowej Jacek Woszczerowicz był po straszliwym rodzinnym dramacie. W lutym podczas wysokogórskiej wyprawy w słowackich Tatrach w lawinie pod północną ścianą małego Kieżmarskiego Szczytu zginął jego jedyny syn 19 letni Jacek Dyzma. W tym czasie na afiszu Teatru Ateneum był Ryszard III Szekspira. Wcześniej Woszczerowicz stworzył niezapomnianą kreacje Józefa K. w Procesie Kafki.
Gdy zaczęły się przygotowania do Martwej Królowej w reżyserii Jerzego Kreczmara Woszczerowicz był w ciężkiej traumie po utracie jedynego syna. Nie przestawał jednak grać. To była ucieczka od straszliwych myśli. Z domu wychodził tylko na próby, nie rozmawiał z nikim na prywatne tematy. Byłem jedyną osobą, którą wpuszczał do swojej garderoby, dlatego wykorzystywano mnie do zaniesienia listu, podania herbaty czy kanapek.
Wiedziałem dobrze co się stało, dlatego starałem się być możliwie delikatny, ale on sam zatrzymywał mnie i opowiadał. Był to rodzaj terapii, chwili zapomnienia. A ja słuchałem.
Opowiadał o przedwojennym kinie, o teatrze, a czasem otwierał się i opowiadał o Dyźmie. Był z niego dumny, ale bał się o niego. Namawiał by zerwał z alpinizmem. Gdy Dyzma rozpoczął studia medyczne Woszczerowicz miał nadzieję, że syn porzuci wspinaczkę.
Jacek Woszczerowicz był w Teatrze Ateneum absolutną gwiazdą. Dyrektorzy, tak Bardini jak i Warmiński pozwalali mu wybierać repertuar, a reżyserzy poddawali się jego artystycznym koncepcjom. Każdy spektakl był inny, w zależności od nastroju aktora danego dnia. Miał bardzo charakterystyczny sposób artykulacji i modulacji głosu. Niektórzy twierdzili, że to nieznośna maniera, inni zachwycali się niepowtarzalną interpretacją. Przeciągał sylaby, zawieszał głos, grał pauzami.
W ostatniej scenie „Martwej Królowej” partnerowałem Jackowi Woszczerowiczowi w scenie umierania Króla Ferrante, którego grał wstrząsająco realistycznie. Któregoś dnia podczas ostatniego dialogu padł na kolana i powoli się osunąił. Opadła kurtyna, a Woszczerowicz leżał bez ruchu. Przeraziłem się i zobaczyłem łzy na jego policzkach. Przybiegł zaniepokojony inspicjent, a aktor powoli się podniósł. Tych stresujących momentów było więcej, a ja każdy epizod głęboko przeżywałem. Żaden z aktorów tak silnie nie identyfikował się z graną postacią. Woszczerowicz był po spektaklu całkowicie wyczerpany emocjonalnie.
Wspominam Woszczerowicza, bo nikt inny tak silnie nie wrył mi się w pamięć. Do dziś pamiętam jego dobroć i słyszę melodię głosu.
Henri de Montherlant
„Martwa Królowa”
Teatr Ateneum
Premiera 29 listopada 1964
Reżyseria Jerzy Kreczmar
Scenografia Andrzej Sadowski
Obsada:
Jacek Woszczerowicz (Król Ferrante)
Aleksandra Śląska (Ines de Castro)
Władysław Kowalski (Don Pedro)
Elżbieta Kępińska (Infantka)
Jerzy Kaliszewski (Pierwszy minister)
Stanisław Libner (Doradca)
Kostecki Józef (Doradca)
Henryk Łapiński (Don Manuel)
Bogusz Bilewski (Infant)
Tadeusz Deszkiewicz (Paź Dino del Moro)
Stwórz łatwo własną witrynę internetową z Webador