Telewizyjna "Siódemka", Żenia Priwiezencew i "Prostytutki"

Niewiele osób to pamięta, ale w końcówce lat 70. w programie pierwszym telewizji, pomiędzy dobranocką, a dziennikiem telewizyjnym był nadawany program dla młodzieży o nazwie „SIÓDEMKA”. Były to autorskie, dwudziestominutowe programy, prowadzone codziennie przez kogoś innego. Pamiętam, że jeden z dni należał do Wojtka Manna a jeden do mnie. Nie pamiętam kto był autorem pozostałych.

Moja „Siódemka” poświęcona była przysłowiom i nosiła podtytuł „Mądrej głowie dość dwie słowie”. Wymyśliłem sobie, że będę – przy pomocy aktorów – inscenizował znane polskie przysłowia. Program cieszył się dużym powodzeniem, a ja miałem okazję poznać wielu znakomitych aktorów.

Jednym z nich był Eugeniusz Priwiezencew. Od razu się polubiliśmy. Pamiętam jego rubaszne poczucie humoru i dystans do samego siebie. Tłumacząc pochodzenie swojego nazwiska krótko mówił: „Żenia, to dziecko sołdackiej swawoli”. Od czasu do czasu spotykaliśmy się później w telewizyjnej kawiarni zwanej „Kaprysem” (bo był to kaprys ówczesnego prezesa „radiokomitetu” Macieja Szczepańskiego).

Gdy nastał mrok stanu wojennego słuch po Żeni zaginął. Odezwał się dopiero na początku lat 90. Okazało się ze niemal 10 lat spędził poza granicami kraju grając większe lub mniejsze epizody w filmach wybitnych reżyserów m.in. w „Piratach”  Polańskiego czy „Wyborze Zofii” Alana Pakuli.

Gdy zadzwonił do mnie w połowie lat 90 powiedział krótko: „Tadeuszku, piszę teraz scenariusz filmu o kurwach. Od dawna myślałem, żebyś zagrał główną rolę męską – Małego Człowieka”. Na nic zdały się moje tłumaczenia, że nie jestem zbyt biegły w tych tematach. Na szczęście sprawa się sama rozwiązała. Zadzwonił i powiedział: - „Jesteś zbyt cherubinkowaty. To musi być brzydki, odpychający facet”. Odetchnąłem z ulgą, a rolę przejął Mariusz Saniternik. Żałowałem tylko, że mój filmowy kontakt z piękną odtwórczynią głównej roli – Zuzanną Paluch ograniczył się tylko do wnętrza taksówki, której byłem kierowcą.

W ramach rekompensaty, myśląc, że jestem rozczarowany, Żenia ofiarował mi, "na otarcie łez", swoją książkę, na podstawie której stworzył scenariusz swojego reżyserskiego debiutu.

W kolejnych latach widywaliśmy się rzadziej, aż w 2005 roku dotarła do mnie wiadomość, że Żenia nie żyje. Pokonały go powikłania po boreliozie, ale o tym dowiedziałem się znacznie później.

Żenia był niezwykłym aktorem, mistrzem epizodów jak choćby rola Garbusa w Piratach Polańskiego, co uwiecznił w tytule wspomnień „Byłem Garbusem u Polańskiego”. Zapamiętałem Żenię jako niezwykle sympatycznego i – wbrew pozorom - dobrego i wrażliwego człowieka.

Szkoda, że odszedł mając niespełna 60 lat.

screen z filmu "Prostytutki" reż. E. Priwiezencew (wyostrzone AI)